Na początek postanowiłam dodać prolog mojego opowiadania.
Mam nadzieje że wam się spodoba.
Na skraju życia
Moje rude włosy lekko falowały na ciepłym wietrze. Proste ręce ułożyłam prostopadle wzdłuż ciała, biodra opierałam o niewidzialny dziób statku. Zamknęłam powoli powieki. W moim umyśle panował stu procentowy chaos. Myślała o milionie rzecz, ale tez o niczym. Czułam jak nagła fala gorącego powietrza napotyka moją twarz, próbując ją ominąć wpada w nią. Z daleka usłyszałam ponaglający głos mężczyzny.
- No skacz w końcu!
Otworzyłam szeroko oczy, tak, aby moje jasno zielonkawe oczy mogły zobaczyć rzekę płynąca pode mną. Wychyliłam delikatnie głowę zza mojego korpusu i spojrzałam w przeźroczysto-źródlaną wodę. Która płynęła szerokim strumieniem, potykając się, co chwile o stosiki ostrych kamieni, na których znajdował się mech.
Przez chwile próbowałam uspokoić myśli, częściowo mi się to udało. Zostały tylko to ze strachem. Ostatni raz popatrzyłam w czysto niebieskie niebo z jedną kłębiastą chmurką, w kształcie pióra do pisania. „No właśnie- pomyślałam- mówią, że czas leczy rany, ale to nieprawda. Czas tylko przyzwyczaja do bólu. Do bólu po stracie ukochanej osoby. Pragnęłam się z nim spotkać, wystarczyłaby minuta. Jeszcze raz usiadłabym na jego ciepłych kolanach, które czasami lekko chwiały się. Pragnęłam, aby znowu nauczył mnie jeździć na konno. Aby kolejny raz pozwolił mi ubrać swój przydurzawy na mnie konny kapelusz. Żeby ktoś mnie wspierał, pocieszał, zrozumiał i chwalił jednocześnie. Był moją ostoją, to on nauczył mnie pisać na maszynie do pisania. To właśnie tam stworzyłam swoją pierwszą króciutką historyjkę i dzięki niemu zaczęłam pisać coraz większe i większe opowieści. Które opowiadałam mu, co wieczór przed snem. Robiłam to dzień w dzień, nawet, kiedy niemiałam czasu, byłam zajęta szkołą lub innymi rzeczami. Które w upływie czasu stawały się błahostkami. Dzień, w którym odszedł, był piękny, ale smutny. Mineły 5 miesięcy, ale dalej pamiętam każdy nawet najdrobniejszy szczegół. Był początek wiosny, pochowaliśmy go na wzgórzu, tuż obok zasadzonej wcześniej przez niego wierzby. Teraz myślę, że wiedział o swojej chorobie, że przygotowywał się na nią, ale mnie niestety nie. Niemam mu tego za złe, wiedział, że rzuciłabym wszystko i siedziała z nim w naszym potulnym domku nad strumyczkiem. Pragnął tylko mojego szczęścia i moich marzeń. Jestem pewna, że spełniłby je wszystkie odrazu gdyby tylko mógł. Jednak jego priorytetem było zaciągnięcie mnie do pracy w mieście. A konkretnie do pracy w jego ulubionej gazecie. Kupowałam mu ją codziennie, za każdym razem cieszył się tak samo. Zawsze po śniadaniu czytał mi swoje ulubione rubryki: był to sport, poezja i opowiadania czytelników. Każde moje opowiadanie, przepisywał i wysyłał do gazety, aby zrobić mi niespodziankę. Udało mu się to tylko kilkadziesiąt razy, ponieważ gazeta prosiła nas o nieprzesyłanie tak dużej ilości opowiadań. Ponieważ są za dobre i chcą dać szanse innym czytelnikom. Kiedy odkryłam ten list, był już powieszony w brzozowej własnoręcznie wykonanej ramce w moim pokoju, z dopiskiem „NIGDY NIETRAĆ WIARY W SIEBIE”. Za każdym razem, kiedy wstawałam rano, aby pobiec do sklepu, po gazetę i świeże pieczywo, widziałam ten napis. Powodował, powoduje i najprawdopodobniej będzie powodować uśmiech na mojej twarzy. Doskonale pamiętam tez dzień jego śmierci, wszystko było takie samo, do wieczora. Kiedy przyszłam przeczytać mu swoje opowiadanie, zastałam go na bujanym fotelu, ustawionym koło małego kominka. W ręce trzymał moje pierwsze opowiadanie, które oprawił w bukową ramkę. Ta chwila była dla mnie straszna, wtedy straciłam moją najukochańszą osobę. Którą nikt nigdy nie zastąpi.”
Tak tylko dodałam :D
A o to kilka zdjęć z dzisiejszego dnia:

Dwa kurczaczki :))

Dzisiejsze chmury, sprzed drzwi

Własna ręcznie, zrobiony obiadek :))

Błyszczyk ( arbuzowy)

Chrupki ;*

A to ja, beznadziejnie wyszłam ale chciałam dodać jedno moje zdjęcie.
Przepraszam was bardzo, ale to bardzo za te niewyraźnie zdjęcia.
Ale za niedługo planuje kupić aparat.
lub
Jeszcze nie poinformowałam moich rodziców o tym zakupie.
Może macie do polecenia jakiś fajny aparat fotograficzny?
Albo jakąś fajną komórkę?
Piszcie w komentarzach.
NA dziś to niestety wszystko.
Ponieważ muszę zagonić się do nauki.
HAHA... jakby mi się to udała :D
Jutro mam sprawdzian z fizyki z działu KINEMATYKI.
Koszmar.
Kartkówkę z CHEMII.
Ale są też pozytywne strony jutrzejszego dnia.
Kończymy omawiać lekturę "KRZYŻAKÓW"
Ale to nic, trzymajcie kciuki za mnie.
Przydadzą się na sprawdzianie.
W sobotę jadę na zakupy więc możecie liczyć na przedstawienie moich zakupów.
W takim razie do jutra. ;33